SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ





16.10.2018 Papież, jakiego potrzebowaliśmy RODM Olsztyn poleca

Jeszcze za życia Jana Pawła II obwołano wielkim, a tuż po śmierci — zgodnie z wolą wiernych, którzy zachęcali na transparentach: santo subito! — wszczęto proces beatyfikacyjny. 16 października obchodzimy 40 rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża.

Kiedy dym zwiastujący zakończenie konklawe pojawił się 16 października 1978 roku nad dachem Kaplicy Sykstyńskiej, wierni z całego świata zaczęli wypatrywać pojawienia się nowego papieża. Od ogłoszenia imienia poprzedniego minęło ledwie sześć tygodni, a tymczasem po raz drugi w tym roku trzeba było zebrać kardynałów z całego świata, by zdecydowali o przyszłości Kościoła.





Przyszłość nosiła imię Jan Paweł II.


Decyzja kardynałów, według wiary podejmowana pod natchnieniem Ducha Świętego, była na pewno zdumieniem dla wielu ludzi. Jako papabili, czyli ewentualnych kandydatów na stanowisko papieża, wskazywani byli włoscy duchowni, kardynałowie Giuseppe Siri i Giovanni Benelli. Tymczasem na balkonie w Watykanie pojawił się człowiek „z dalekiego kraju”, który do zgromadzonych ludzi przemówił po włosku, a nie — zgodnie z tradycją — po łacinie. Nie uchronił się początkujący papież od drobnej wpadki językowej, bo zasugerował, by go poprawiano, jeśli nie będzie umiał się odpowiednio wysłowić. Rzecz w tym, że użyta przez niego forma „mi corigerete” budziła skojarzenia z umieszczeniem w zakładzie poprawczym.

Wierni jednak nowego papieża do zakładu poprawczego wysyłać nie chcieli. Trudno to dziś jednoznacznie ocenić, ale już wtedy ludzie wydawali się „kupieni” skromnością i bezpośredniością Polaka.

A on niemal od pierwszych chwil udowadniał, że chce być papieżem na miarę swoich czasów. Nikomu chyba nie trzeba przypominać, jak wiele nowości wprowadził papież do watykańskich tradycji, z którymi przecież też jednoznacznie nie zerwał. Zamiast siedzenia za biurkiem, wybrał pielgrzymowanie. I za każdym razem całował ziemię, którą odwiedził. To on klęknął przed prymasem Wyszyńskim, by oddać mu szacunek. To on przeprosił wyznawców innych religii za grzechy popełnione przez Kościół.

W nauczaniu Jana Pawła II było wiele drobnych gestów, których celem było nawiązanie bliższej relacji z wiernymi, by im z kolei coraz bliżej było do Boga.

„Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” — napisał Paweł VI, a jego następca, Jan Paweł II chętnie te słowa cytował. I robił wszystko, by takim świadkiem być dla wiernych całego świata. A był nim aż do samej śmierci, dając świadectwo tego, jak w chorobie naśladować Chrystusa. To między innymi dlatego wierni widzieli w nim nie tylko hierarchę, ale świętego. Ledwie minął szok wywołany obwieszczeniem o śmierci papieża, a wierni już zachęcali: santo subito! Święty natychmiast!

W czasie 9666 dni pontyfikatu papieża Polaka mieliśmy okazję wysłuchać i przeczytać niezliczoną liczbę słów, które stały się elementami jego nauczania i testamentu.



O to, czy odrobiliśmy lekcje zadane przez polskiego biskupa Rzymu, zapytaliśmy księdza doktora Piotra Dernowskiego z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie


— Co nam zostawił po sobie Jan Paweł II?
— Dzisiaj się go wspomina jako wspaniałego człowieka, który był otwarty i ciepły. Poza nauczaniem, jego żywym pomnikiem jest choćby Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. To są młodzi ludzie, którzy dzięki Janowi Pawłowi II odnaleźli się w Kościele. A wymiarem materialnym tej fundacji jest pomoc, jaką otrzymują niezbyt majętni, ale zdolni młodzi ludzie z wartościami.
— Jan Paweł II pokazał bardzo wyraźnie, jak cenny jest ekumenizm. Czy Kościół podąża tropem tej nauki?
— Faktycznie, Jan Paweł II wyznaczył tę drogę, którą poszli też kolejni papieże. I Benedykt XVI, i Franciszek są otwarci na szukanie dobra i prawdy.
— Wpływ polskiego papieża na Kościół nie skończył się w momencie jego śmierci...
— Dzisiaj Jan Paweł działa także jako święty. I to nie tylko jako wzór postępowania, ale i dzięki swojemu wstawiennictwu. Wierzymy przecież w świętych obcowanie, a ludziom potrzeba jest takiej pomocy duchowej.
— Jan Paweł II nieprzypadkowo jest patronem rodzin. Czy wpływ miała na to teologia ciała, którą papież przybliżał w swoim nauczaniu?
— Poza ideą teologii ciała, papież był autorem kilku ważnych dokumentów, dzięki którym rodziny poczuły się dostrzeżone. Jednym z nich była adhortacja Familiaris Consortio. Zresztą działając nawet w środowisku akademickim dużo uwagi poświęcał w swoich katechezach rodzinom i zwracał się do młodych ludzi przygotowujących się do założenia rodziny. Teraz, jako patron, też jest dla nich wsparciem.
— A gdyby miał się ksiądz pokusić o wskazanie idei papieża, która wciąż powinna być przez nas przepracowywana, to którą by ksiądz wybrał?
— To nie jest łatwy wybór, ale chyba to wezwanie z początku pontyfikatu: Nie lękajcie się otworzyć Chrystusowi drzwi.
— Jak je możemy dzisiaj rozumieć?
— Chrystus nie stanowi dla nas zagrożenia, ale wprowadza w nasze życie pewien ład. Przyjmując łaskę Chrystusa, stajemy się otwarci także dla siebie nawzajem. Bardziej się szanujemy, bardziej kochamy. Tymczasem coraz częściej straszy się Chrystusem i ewangelią, twierdząc, że wartości chrześcijańskie zagrażają wolności. A Jan Paweł II udowadniał, że jest dokładnie odwrotnie: jeśli przyjmiemy Chrystusa, będziemy wolni od naszych zniewoleń i uprzedzeń.
— A co z Pokoleniem JP2? Czy wzniosłe słowa, które o nim mówiono tuż po śmierci papieża, nie rozpuściły się dziś w mętnych wodach?
— Emocje są ważne i to, że po śmierci tak ważnego dla nas człowieka był taki, a nie inny nastrój, jest zrozumiałe. Ważne jednak jest, żeby sięgnąć też do nauczania Jana Pawła II, a nie tylko opłakiwać jego odejście. Wierzymy przecież, że fizycznie nie ma go wśród nas, ale jest ciągle obecny w swoim orędownictwie, wstawiennictwie.